Ostatnie wpisy
Zakładki:
Gdzie czasem zaglądam...
Oderblogi
Pożyteczne
Różne dziady
|
środa, 23 kwietnia 2008
Jemioła :)
Jemioła, to pasożyt. Rośnie sobie na drzewach. W czasie świąt ludzie wieszają w domu i wedel tardycji , bezkarnie pod nią całują... Jednak kto by pomyślał, że może przynieść również tyle radości ludziom udającym się w daleką podróż? Hm... Wystarczy tylko wpaść na pomysł, żeby za kazdym razem, kiedy te widowiskowe kulki pojawią się na horyzoncie, głośno, tak, żeby kierowcy zadrżała w rękach kierownica, krzyczeć jej nazwę. Kto więcej razy zakrzyknie ten wygrywa... Ileż emocji, ileż zabway, ileż łez szczęści i radości... i nawet traumatyczne sny- zamaiwanie różańca przed ołatrzem polowym- zostały przyćmione przez tak uroczą i niezywkle wciągającą grę podróżną... Nawet wizja pana Wójta (który wiadomo kim był) nie zdołała przyćmić tej frajdy z wykrzykiwania jemiołów podczas podróży... W kolenym odcinku "Jedź za tirami, one znają drogę"
środa, 13 lutego 2008
Mała zmiana :)
Zmieniam trochę charakter tego bloga. Już nie będzie nastrojowo- melancholijno- filozoficzny, bo to doprowadza do palpitacji serca niektóre osoby :) Zatem będę teraz pisać inaczej :) Zaczynam: Jakie zadania przede mną:
To te największe, o mniejszych nawet nie chce mi się myśleć, bo tyle ich... Zastanawiam się nad wprowadzeniem jakiegoś konkretnego planu działania, ale znając życie na zastanawianiu się skończy :) A teraz zabieram się za pkt. 3 :) Wkrótce zdam sprawozdanie :)
środa, 27 czerwca 2007
Istota szczęścia
- Muszę wiedzieć czego ja chcę i czego Ty chcesz, wtedy będę umiała wyodrębnić z tego wspólny pierwiastek, który nazywać będziemy Naszym Szczęściem. - A jeśli nie znajdziesz nic, co będzie mogło stworzyć ten wspólny pierwiastek? - Wtedy zostanie nam jedynie opar, który nazwiemy Przyjemnością. Będziemy go wdychać i przez pewien czas będziemy jak na haju. Będziemy żyć tylko nim. Kiedy jednak okaże się, że opar przestaje wystarczać, a my potrzebujemy więcej, rozstaniemy się w poszukiwaniu wspólnego pierwiastka, który będziemy próbowali stworzyć z kimś innym.
niedziela, 24 czerwca 2007
Kamyk zielony
Czasem, kiedy akurat przechodzę koło dworca pkp, pks, mam ochotę wsiąść to pierwszego, lepszego środka komunikacji i pojechać gdziekolwiek. Nikomu nic nie mówić. Zadzwonić z nad morza do domu. Albo w Warszawie do znajomych. Wrócić wieczorem i cieszyć się, że miałam odwagę to zrobić.
sobota, 23 czerwca 2007
Pocałuj mnie w nos!
Jakby mi ktoś tak powiedział, to bym się obraziła... ale... nie dlatego, że by mnie to zabolało, czy coś podobnego. Ja po prostu całuje w nos osoby, na których mi na prawde bardzo zależy :) i dlatego nie zdarza się to często :)
czwartek, 21 czerwca 2007
Przez duże "P" poezyja
Bałagany, bałagany drogie Gdy niczego nie musze, a moge Bałagany, bałagany w mojej głowie, w moim sercu niczym w Zawierciu. Platon baton A Szymborska jeszcze żyje.
poniedziałek, 18 czerwca 2007
Poszła w świat konkubentka
Co spowodowało, że weszłam na taka drogę, na ktorej teraz stoję? Obracam się za siebie, ale nie dlatego, że chcę rozpamiętywać, to co było. Chcę się zastanowić nad tym co mnie spotkało, jakich wyborów dokonałam, na którym zakręcie skręciłam... widzę, drogę pełną błądzenia i kluczenia, ale jednocześnie, choć powoli, ale uparcie dąrząca do jednego. Do stabilizacji. Patrzę pod nogi i rozglądam się na boki. Stabilizacji nie ma. Może zgubiła się przy ostatnim zakręcie. Ale wrócić tam się już nie da, teraz trzeba już iść taka ścieżką, jaką się wybrało. Nie żałuję nieczego, co się stało i co zrobiłam. Na pewno wiele się dzięki temu nauczę. Ale stabilizacji nie ma. Spoglądam przed siebie. Nie widzę wielu rzeczy, które chciałabym dojrzeć. Większość zaciera się, jeszcze nieosiagalna i nie do przewidzenia. Wydaje mi się, że gdzieś tam maluje się delikatny pejzażyk spokojnego i unormowanego życia. Podążam ku temu, choć czasem gdzieś odbije, to w prawo, to w lewo... Myślę, że nadjedzie czas, kiedy już nie będę bała się tego, co mnie czeka i stabilizacja będzie dla mnie błogosławieństwem, na ktore jeszcze nie czekam, ale wkrótce z pewnością zacznę... Tymczasem idę: "Z piersią, z piersią dumnie wypietą, lekkim, lekkim krokiem po szczęście..."
niedziela, 17 czerwca 2007
Happy or Sad?
Ostatni raz pisałem że Pamiętam była jeszcze zima Że tylko to no wiesz liczy się Że zaufanie to taka czarna świnia W dzień jest w nocy nie ma A miało być tak pięknie miało nie wiać w oczy nam i ociekać szczęściem miało być sto lat! sto lat! A miało być tak pięknie miało nie wiać w oczy nam i ociekać szczęściem miało być sto lat! sto lat! Miało być tak pięknie miał się nam nie kurczyć świat
sobota, 16 czerwca 2007
Zlepek myśli...
Ciężko pisać coś na blogu, mając świadomość, że zaraz kilka osób zapyta "o co chodzi"... A przecież postanowiłam sobie, że nie będę niczego pisać wprost... Rozszerzam więc moje postanowienie:
Nie będę komentować niczego co się tu pojawiło... Bo jeśli chciałabym o tym porozmawiac, to bym porozmawiała, a nie puszczała swobdnie w eter sieci...
Od pewnego czasu mam w głowie natłok myśli... nie umiem sobie z nimi poradzić... myślę, że przydałby się jakiś wewnętrzny terminarz, żeby jakoś to wszystko ułożyć... Nie jest łatwo. Jest wiele spraw, które są większe od człowieka. A co dopiero, kiedy ten człowiek jest (albo czuje się) taki malutki. Nikt nie mówił i nie obiecywał, że będzie łatwo i kolorowo. Mimo wszystko, pomimo takiego nastawienia, ciężko podjąć niektóre decyzje. Zwłaszcza, kiedy nie ma nikogo, kto mógłby doradzić, pomóc, wziąć na siebie choć część odpowiedzialności za konsekwencje. Ale nic z tego,trzeba radzić sobie samemu.Nadszedl moment, kiedy trzeba zadecydować samemu, bo sytucaję trzeba znać od środka... Nie martwię się już... myślę, że będzie co ma być, niech wszytsko potoczy się swoim torem...
"Ona mówi "usiądź wygodnie, ja polepię i zlepię w jedną część. Tu muszę naderwać, tu muszę zszyć..." Czasem trzeba być świnią. Czasem trzeba być egoistą. Dawać innym... owszem... ale również brać, brać, brać garściami, jeśli tylko ma się okazję, choć na chwilę byc dzięki temu szczęśliwym...
wtorek, 08 maja 2007
Senne majaki...
Polana. Lato. Pada cieply deszcz. Siedzę na trawie, ale nie jest mi ani zimno, ani mokro... Obok też ktoś siedzi. Kątem oka widzę jego bluzę w szaro- czarne paski. Jest blisko. To sprawia, że jest mi ciepło. Wiem, że on też to czuje. Coś co nieśmiało kiełkuje w środku mnie. Nie umiem określić co to. On obejmuje mnie ramieniem. Znowu ta bluza w paski. Nagle gdzieś w tle rozbrzmiewa znajoma mi piosenka: "O, to tak jak gdybym całował czerowne poziomki zebrane do ręki...". Czuję się jakbym tonęła w romantycznej atmosferze delikatności i uniesienia... Lekkie pocałunki na moich ustach, jak muśnięcia płatków kwiatów. Słodkie, lecz nie mdłe, unoszące pod niebo zadowoleniem, nie przytłaczające erotyką i pożądaniem. Powodujące jedynie szczęście gdzieś w głębi duszy. I żółty, letni deszcz...
| ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||